O podróżach dalekich i bliskich
Blog > Komentarze do wpisu
Strach w Bogocie
Wśród bogatych Bogotańczyków modą stało się w ostatnich latach kupowanie opancerzonego samochodu. Zawsze myślałam, że takie autka nabywają tylko mafiozi czy zestrachani politycy, ale nic bardziej błędnego. W rodzinie Chiquita przynajmniej dwie osoby mają takie "czołgi" - żona Dziadka, Isabelita, oraz ciotka Ana, dość majętna dziennikarka i pisarka.

Wydaje się to niepotrzebną ekstrawagancją bogaczy, którzy już nie wiedzą co robić z kasą i własnymi paranojami, ale kiedy człowiek się głębiej nad tym zastanowi, zaczyna ich rozumieć. Napady z bronią w ręku stawają się w tym ponad ośmiomilionowym mieście coraz częstsze. Po prostu podchodzi taki do ciebie kiedy stoisz na światłach, wyciąga gnata i każe ci wyskakiwać z wozu i z kasy. Albo wykorzystuje to, że nie zamknąłeś tylnych drzwi, włazi do auta niepostrzeżenie, a następnie przykłada ci nóż lub pistolet do gardła i zaczyna się "jazda po bankomatach".

To nie są przypadki z gazet. Chiquitowego stryja Juan Antonia w ten sposób powozili parę lat temu, większość tej jazdy spędził w bagażniku. HMG, młodszy brat Chiquita został napadnięty na światłach właśnie. Ale, ale - w głowie się nie mieści, ile chłopak ma odwagi lub szaleństwa w sobie - kiedy tylko zobaczył, że facet sięga do kieszeni po broń, trzasnął go z całej siły drzwiami od samochodu, najechał na niego jakoś tak, że go unieruchomił między kołami, a następnie wysiadł i zaczął kopać, tak długo aż odkopnął pistolet. Może wam się to wydaje brutalne, ale takie jest czasami życie w Kolumbii:(
Oczywiście rodzice nie mają o tym zajściu pojęcia, nawet Chiquito dowiedział się jakiś rok po fakcie.

HMG nie stracił więc samochodu ani życia i się obronił, ale co może zrobić taka już starsza pani jak Isabelita? Jeździ więc swym pancernym olbrzymem po mieście i czuje się przynajmniej trochę bezpiecznie.

Ale pancerny samochód to broń obosieczna. Oto co przydarzyło się wspomnianej już ciotce Anie. Otóż wsiadała do samochodu w garażu podziemnym i ni stąd ni zowąd z maski wystrzeliły płomienie (Podobno to się czasem zdarza, że samochody samoistnie się zapalają... hruza). A do tego cała ta pancerna mechanika się zacięła i Ana nie mogła wyjść. Dusiła się dymem, waliła pieściami, szarpała zamki - zacięła się na amen. Zauważył to parkingowy i zaczął tłuc gaśnicą w okno, ale nie od parady to był opancerzony samochód - nawet tego okna nie porysował! Kobieta zginęłaby straszną śmiercią gdyby zacięte zamki w końcu nie puściły.

No i nie wiem, co lepsze: spalić się we własnym wozie czy zostać zastrzelonym na światłach?
Na szczęście a. nie mieszkam w Bogocie, b. nie mam kasy nawet na starą skodę, więc nie muszę tego dylematu rozwiązywać. Uff.

piątek, 19 stycznia 2007, la_polaquita

Polecane wpisy

  • Martwimy się

    Pisałam już kiedyś o dziadku Chiquita (m.in. tu ), naczelniku rodu, człowieku na pewno wyjątkowym, z którego już za życia rodzina zrobiła legendę. Abuelito ma 7

  • Kocham jabłko, jak mogę nie lubić jabłoni?

    Sporo pisałam o tym, co mnie w mojej kolumbijskiej rodzinie drażniło, chyba pora napisać też o tym, co mi się w nich podoba. Podoba mi się oczywiście ich spont

  • Różnice kulturowe cz. III

    Kolejna porcja wspomnień z "placu boju":) 9. Dotrzymywanie sobie towarzystwa. Chiquito na początku związku obrażał się na mnie, kiedy chciał, żebym sz

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Marzenie, 80.51.243.*
2007/04/23 15:05:13
Witam

przeczytałam Twojego bloga od deski do deski i nie pamiętam zeby ostatnio mnie cos tak wciagneło. Masz fajne porównania i trochę szkoda że czasami czytając twoje zwierzenia czuje sie jakbym wchodziła z butami w czyjeś życie i mysli. Dlatego proszę pisz , pisz i jeszcze raz pisz.
pozdrawiam

Marzenie
AlternaTickers - Cool, free Web tickers