O podróżach dalekich i bliskich
Blog > Komentarze do wpisu
Wszystko!
W sobotę byliśmy u znajomych oglądać ich mieszkanie. Między innymi oczywiście, bo przeciez były i pogaduchy i jedzonko też, ale głównym celem było przyjrzenie się mieszkanku. Bo owi znajomi opuszczą je na końcu tego roku szkolnego i my moglibyśmy je po nich wynająć.

Zakochałam się w rzeczonym. Jest małe i przytulne, ale większe niż to, co wynajmujemy teraz. Jest w nim CIEPłO!! Nasza znajoma jest taka jak ja - lubi porządnie w mieszkaniu zagrzać (inaczej sinieje i kurczy się w sobie - zupełnie jak ja:)), i z czystym sumieniem mi mogła to mieszkanie polecić jako dla zmarzlaków odpowiednie. Doskonała lokalizacja - metro Prazskeho povstani w odległości trzech kroków, Vysehrad i Kavci hory o rzut beretem. Ogromny taras! Dwa pomieszczenia, czyli sypialnia i salonik - goście są jeszcze milej widziani:) Wanna! Wszystko na gaz, a więc taniej niż prąd. Właściciel podobno super. Ale... o 4 tys. koron droższe niż nasze obecne.

No i po powrocie do domu w sobotnią noc pokłóciliśmy się z Chiquitem. Bo ja według niego jak coś chcę, to się napieram i wkurzam jak ktoś mi się burzy. A on się burzył. Na każdy mój argument miał kontratak. No jasne, że mnie to wkurzało!

Zwłaszcza jak twierdził, że pod względem przestrzeni wcale byśmy sobie nie polepszyli standartu. Bo nasza kawalerka ma 30 m, a to ich dwupokojowe 40. I ma przedpokój, którego my nie mamy, więc tych 10 dodatkowych metrów to pewnie przedpokój właśnie, a nie wiadomo, czy do tego tarasu nie liczą...

Jasne, te pokoiki tam są maciupkie. Ale za to są różne schowki, komórka i półki aż pod sufit. I na pewno taras ma metraż osobno! A nasi znajomi zostawili by nam różne meble... I rower można by w końcu przestać trzymać na korytarzu przywiązany do rury, ryzykując jego stratę. No i ta okolica. I opalanie na tarasie.. i, i...

Ale niestety w jednym muszę przyznać Chiquitowi rację: mój wyjazd. Chcę jechać na Erasmus do Anglii w nowym roku szkolnym. I Chiquito by musiał sam to mieszkanie płacić, zamiast oszczędzać na coś własnego. A to by nie było wobec niego fair. Po co mu większe mieszkanie, skoro mnie by w nim i tak nie było?

I co robić? Przecież to taka okazja! Smutno mi, bo chcę mieć wszystko! Wszystko! Wszystko! Nie chcę musieć wybierać:(

Ale najgorsze to i tak pokłócić się z Chiquitem: ja się obrażam, on się obraża, i spirala się nakręca.

Na szczęście przestaliśmy o temacie rozmawiać i znowu jest fajnie. Ale decyzję trzeba będzie kiedyś podjąć.
środa, 24 stycznia 2007, la_polaquita

Polecane wpisy

  • Kiedy przychodzi depresja...

    ...trzeba skupić się na małych rzeczach. Na małych zadaniach. Nie myśleć o tych wszystkich książkach, które chciałabym napisać i przeczytać, kontaktach, które p

  • Beznadziejny dzień...

    ...zdarzył się we wtorek. Zgubiłam moje ukochane (i drogie) okulary przeciwsłoneczne ze specjalnymi szkłami dioptrycznymi, Fri znowu cierpiała (cierpiałyśmy obi

  • Jeszcze o matkach i córkach

    Całą pierwszą połowę ciąży myślałam i miałam nadzieję, że w brzuchu rozwija mi się chłopczyk. Nie bardzo chciałam córki. Pochodzę z domu-babińca; może chciałam

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/01/25 08:37:12
czeskiego sie bedziesz w Aglii uczyla? To tak jak ja badalam nastroje Czechow w Hiszpanii. Ma sie ta ulanska fantazje:))
-
2007/01/29 12:29:15
mialo byc codziennie, ja czekam!
AlternaTickers - Cool, free Web tickers