O podróżach dalekich i bliskich
Blog > Komentarze do wpisu
Dziś będzie o Pablu Nerudzie.

Natrafiłam bowiem na jego ślad całkiem niespodziewanie w książce pt. "Niecenzurowany słownik pisarzy czeskich" - wspomnieniach pana Vlastimila Maršíčka, długoletniego sekretarza Związku Pisarzy Czechosłowackich, tłumacza i dziennikarza. Mała dygresja o Nerudzie znajdowała się w haśle dotyczącym czołowego przedstawiciela czeskiej przedwojennej awantgardy, a po wojnie "artysty narodowego", Vítězslava Nezvala, który przyjaźnił się z chilijskim poetą. Dygresja to ciekawa, bo opowiadana przez człowieka, który te wszystkie spotkania i uroczystości "ku czci" znał od kuchni, co więcej: organizował, tłumaczył, załatwiał diety i hotele.

Okazuje się więc, że wielki komunistyczny poeta Pablo Neruda uwielbiał żyć na wysokiej stopie, a już na pewno wtedy, kiedy nie musiał bulić z własnej kieszeni. Diety przeznaczone na cały tydzień wydawał w jeden dzień (a były to diety jak dla ministra!), zapraszał przyjaciół do najbardziej luksusowych restauracji i hoteli, przywoził ze sobą jakąś indiańską śpiewaczkę i zamawiał jej stroje u najlepszych praskich krawców - a po jego odjeździe do Związku Pisarzy jeszcze długo przychodziły rachunki na bajońskie sumy. Autor wspomnień i jego współpracownicy dostawali bólu głowy na samą wiadomość o tym, że Neruda znów zbliża się do czechosłowackiej granicy. Bo oczywiście budżet takich imprez bywał ograniczony, a potem trzeba było się często gęsto tłumaczyć z jego przekroczenia.

Ale anegdotka, o której chciałam pisać, i która wiele mówi o Nerudzie jako człowieku, opowiada o czymś innym. Pewnego razu delegacja pisarzy wraz z panem Maršíčkiem odprowadzała wielkiego komunistycznego poetę na dworzec kolejowy, skąd miał się udać do NRD (kiedy już się wybierał do dalekiej Europy nie omieszkał zwalić się na kark przynajmniej kilku socjalistycznym krajom). Razem ze swoją śpiewaczką mieli tyle kufrów, że zawalili nimi cały przedział, a współpasażerowie nie mieli gdzie usiąść. Do odjazdu pociągu zostało jeszcze trochę czasu, więc Neruda wraz z odprowadzającymi przechadzali się po peronie. Nagle pan Maršíček zauważył, że jakiś umorusany robotnik kolejowy zeskakuje ze stopni ostatniego wagonu manewrującego pociągu towarowego i daje mu znaki, że chce z nim mówić. Biegnie w kierunku delegacji i cały uśmiechnięty woła: "Prawda, że to poeta Neruda? Już z daleka go poznałem, mam w domu jego książki!" Autor wspomnień był totalnie w szoku: Nerudzie opadnie szczęka jak to usłyszy!

Ale Nerudzie nic nie opadło, brudnemu robotnikowi nawet nie podał ręki, choć Maršíček wyjaśnił mu po hiszpańsku o co chodzi. Potraktował tego człowieka jak powietrze i najzwyczajniej w świecie kontynuował rozmowę ze swoimi towarzyszami. Autor tych wspomnień poczuł się strasznie zażenowany. Sądził, że Neruda będzie zachwycony, iż taki prawdziwy proletariusz czyta jego wiersze, ale niestety. Zmieszany starał się jakoś tę żenadę zatuszować, wyjaśniając robotnikowi, że pan poeta ma teraz niezwykle ważną rozmowę, ale jutro niech przyjdzie do Związku, że da mu jakieś tomiki czeskich pisarzy. Kolejarz po żadne książki nie przyszedł i nigdy się już nie pokazał. Za całą pewnością wyczuł, że dla tego komunistycznego artysty znaczy tyle co nic.

Bardzo lubię wiersze Pabla Nerudy. Nie czytałam ich wiele, ale te, które znam, wiążą się z miłymi wspomnieniami: kilka z nich przetłumaczył dla mnie (na czeski!) Chiquito, kiedy jeszcze ani w ząb nie rozumiałam po hiszpańsku, a nasz związek przeżywał swój okres romatyczno-heroiczny:). To piękna poezja, bardzo związana z ziemią, krwią, ciałem, dla mnie aż organiczna, chtoniczna. Niektóre metafory są tak namacalne, że dreszcz przebiega po plecach.

Wyżej opisana anegdota potwierdza więc tylko starą prawdę, że poeta i jego twórczość to zupełnie dwie różne sprawy. Nie można sądzić człowieka po tym co napisał. Łajdacy moralizują, bogacze piszą o sprawiedliwości społecznej, małostkowi ludzie tworzą nieśmiertelne dzieła. (I odwrotnie - wielcy ludzie piszą miernie, np. poezja Karola Wojtyły).

Na szczęście małość autora wcale nie odbiera dobrej książce wartości. Można i trzeba gloryfikować talent, ale człowieka sądzić tylko i wyłącznie według czynów.

piątek, 01 czerwca 2007, la_polaquita

Polecane wpisy

  • Stary blog, nowy blog

    Jak już pewnie zauważyliście, zniknęłam z blogosfery na pewien czas. Mogłabym się wymawiać brakiem czasu, co do pewnego stopnia jest prawdą, ale wiadomo, jak kt

  • O bezsenności

    Podobno Milan Kundera zaproponował kiedyś nocleg u siebie w Paryżu jakiemuś koledze po piórze, który cierpiąc na bezsenność tułał się po ulicach. Wkrótce jednak

  • Bardzo piękny chwyt

    Żył kiedyś chłopiec, którego wielkim pragnieniem było stać się mistrzem w karate. Niestety jego plany pokrzyżował nieszczęśliwy wypadek: chłopaka przejechał sam

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
bacanalia
2007/06/01 23:43:27
Poruszułaś mną przez ten tekst. Moje uszanowanie!
Baca.
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/11/01 14:37:36
Rzeczywiscie, bardzo ciekawy wpis. No i kreuje sie obraz pisarza stworzony z drobnych epizodow, ktore jak male elementy ukladanki lacza sie w jeden caloksztalt - raczej malo korzystny...pozdrawiam
AlternaTickers - Cool, free Web tickers