O podróżach dalekich i bliskich
piątek, 21 grudnia 2007
Wesolych Swiat! (+ oglaszam przerwe...)

Jak juz pewnie zauwazyliscie, ostatnio pisanie mi nie idzie...:(

Postanowilam wiec, przynajmniej na jakis czas, zawiesic pisanie bloga. Dziekuje z calego serca i serdecznie pozdrawiam wszystkich, ktorzy przez ten rok (tak tak, w grudniu wypadla rocznica:)) wchodzili, czytali, komentowali. Nie bedziecie wierzyc, ale dodalo mi to wiele pewnosci siebie w pisaniu!

O moich ulubionych blogach na pewno jednak nie zapomne:) W bloxosferze zostane, bede z przyjemnoscia sledzic, co u Was nowego, a moze nawet kiedys wroce do wlasnych zapiskow... Nigdy nie mow nigdy.

Na razie chcialam wszystkim, ktorzy tu kiedykolwiek zagladali, zyczyc pelnych ciepla i usmiechu Swiat, takich, ktore bedziecie wspominac jeszcze dlugo, oraz wiele inspiracji, ciekawych podrozy i radosnych chwil w Nowym Roku.

Trzymajcie sie cieplo!

A ja w niedziele ruuuuszam do Polski na wielki rodzinny zlot i powiem Wam, ze po tej dlugiej rozlace, beda to najszczesliwsze swieta w moim zyciu:)

16:41, la_polaquita
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 10 grudnia 2007
Wycieczka na Skye

Oto kilka zdjęć z ponoć najpiękniejszej szkockiej wyspy - Skye. Jest powalająca, zwłaszcza kiedy stanie się cud i wyjrzy słońce. Myśmy mieli ten cud przez całą niedzielę:)

Zobaczcie sami: 

skye

skye1

skye2

skye3

sky4

skye7

skye5

skye6

skye8

00:26, la_polaquita , scotland
Link Komentarze (2) »
piątek, 07 grudnia 2007
Gdybym miał gitarę...

Ludzie wyrzucają tu niemożliwe mnóstwo rzeczy wprost na ulicę. Lampy, komody na rzeźbionych nogach, telewizory, pudła pełne ubrań i ręczników. Wszystko to moknie przez kilka dni na deszczu, a potem ktoś tajemniczy to wywozi. Prawdopodobnie jakieś miejski zakład oczyszczania, ale dokąd? Na śmietnik? Do recyklacji? Do charity shops?

Za każdym razem rano, kiedy idę z nocnej zmiany, rzucam sobie po drodze okiem na te kupy nowego wyrzuconego dobytku. I wczoraj dostało mi się niesamowite znalezisko: na stosie gratów leży gitara! No nie mogłam się powstrzymać:) I tak oto po raz pierwszy w życiu jestem właścicielką całkiem jeszcze dobrej gitary, której brakuje tylko jednej struny...

Czasem aż trudno uwierzyć w takie zbiegi okoliczności. Bo w towarzystwie czeskich studentów, moich współtowarzyszy na glasgowskim „wygnaniu”, właśnie na gitarze dużo się gra. Chłopcy potrafią nawet odwalać niezłe solówki:). I za każdym razem kiedy tego słucham, żałuję, że sama nie umiem nic zagrać, nawet najgłupszej piosenki biesiadnej.

A teraz mi los zesłał gitarę prosto pod... nogi, co chyba zobowiązuje, żeby się na stare lata zacząć uczyć.  A jakby się okazało, że nie ma ratunku dla mego słoniowego ucha, zawsze zostaje allegro.:)

Może mi ktoś poradzi, jak najlepiej nauczyć się chwytów? Z nauczycielem? Czy może da się samemu z netowych poradników? Oświadczam, żeby nie było wątpliwości, że ledwo poznam półnutę od ćwierćnuty i w życiu nie grałam na żadnym instrumencie...

11:18, la_polaquita , que pasa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 grudnia 2007
Ucho

Wyobraźcie sobie: jesteście wybrańcami. Macie udział w rządach, przywilejach, mieszkacie w pięknej willi na Orechovce, wasza żona może wysyłać szofera-ubeka po jagody do miasta odległego o 150 kilometrów. A jednocześnie... w każdym pomieszczeniu waszego domu znajduje się ucho. Pluskwa.

Aktualnie jesteście na wozie, ale za chwilę sytuacja może się odwrócić i wszystko co kiedykolwiek szeptaliście żonie na uszko, co wykrzykiwaliście w rodzinnej dyskusji, co wygadała wasza wiecznie pijana żona przez telefon, może obrócić się przeciwko wam.

Podpisaliście pakt z diabłem.

uchoTaka orwellowsko-kafkowska atmosfera panuje w rewelacyjnym czeskim filmie Ucho z roku 1970. Główny bohater Ludwik jest wiceministrem w późnych latach stalinowskich i razem z żoną uczestniczy w przyjęciu u towarzysza prezydenta Novotnego, który niespodziewanie potępia tam publicznie jego szefa i innych wiceministrów resortu. Ludwik dowiaduje się, że jako politycznie niewygodni już zostali aresztowani i że logicznie teraz na niego pora. Po powrocie do domu razem z żoną odkrywają szereg dziwnych rzeczy: zginęły im klucze, a furtka i drzwi wejściowe są otwarte, wyłączono im prąd, w ogrodzie stoi jakiś mężczyzna. Trzęsący się Ludwik zaczyna palić dokumenty w ubikacji, błędnie przekonany, że nie ma tam „ucha”.

Jednocześnie z opowieścią, jak to rewolucja śledzi, a potem zjada własne dzieci, rozgrywa się też opowieść inna, prywatna. Bo Annie, podchmielonej żonie Ludwika, cały czas nie zamykają się usta. Ironizuje, wyrzuca Ludwikowi różne stare sprawy, a on nie pozostaje jej dłużny. Dowiadujemy się, że to akurat dzień ich dziesiątej rocznicy ślubu, o którym on jak co roku zapomniał. Ich małżeństwo jest już w fazie, w której kłótnia staje się normalnym sposobem komunikacji. A jednak kiedy napięcie wzrasta, a ubecy już otwarcie dzwonią do drzwi, bohaterowie trzymają się razem. Widać, że pod tymi warstwami starych niezgód i wyrzutów ciągle kryje się miłość.

Przez cały film Anna i Ludwik praktycznie nie schodzą z ekranu i jest to fantastyczny duet dwojga rewelacyjnych aktorów Radoslava Brzobohatego i Jiřiny Bohdalovej (grała też w Białej Damie, o której pisałam tu).

Film trzyma w napięciu jak mało który, przekonanie o nadchodzącej katastrofie jeszcze kilka razy odwraca się do góry nogami... Wielki Brat – ucho – nie śpi i decyduje gdzieś w tle o losach swych wiernych sług.

Jest nie do wiary, że ten tak antykomunistyczny film został nakręcony przez reżysera Karla Kachyňę za państwowe, a więc komunistyczne pieniądze! Co prawda przez następne 20 lat był on zakazany, ale przecież powstał. Karel Kachyňa był niesamowicie utalentowanym reżyserem, w swoim życiu nakręcił około 70 filmów, i niemal wszystkie reprezentują bardzo wysoki poziom. I tu możemy wyraźnie zobaczyć, że kwestie oportunizmu wcale nie są takie czarnobiałe: gdyby nie współpracował z reżymem, nie miałby żadnej możliwości kręcenia takich właśnie ciekawych, ten reżym obnażających, obrazów. Co jest więc lepsze, skazywanie się w imię zasad na milczenie lub emigrację, czy też lawirowanie między tym, co boskie, a tym, co cesarskie? Pytanie otwarte i dla nas, dla których demokracja jest oczywistością, nie do odpowiedzenia.

Scenarzystą filmu jest Jan Procházka, pisarz i autor mnóstwa zrealizowanych secenariuszy, w latach pięćdziesiątych (podobnie jak jego bohater Ludwik) wysoki aparatczyk i komunista z przekonania, od roku 1969 jako aktywny uczestnik Praskiej Wiosny politycznie niewygodny i prześladowany w państwowych mediach, piszący scenariusze pod cudzymi nazwiskami. Zachorował i zmarł na raka po tym, jak chcąc go zdyskredytować w oczach społeczeństwa wyemitowano w telewizji jego telefoniczne rozmowy z dysydentami, w których, jak to w prywatnych rozmowach bywa, używał wulgaryzmów. Procházka znał więc aż nadto dobrze tę atmosferę wiecznego zagrożenia, siedzenia na grzbiecie rozbuhanego, kapryśnego wierzchowca. Pewnie i dlatego Ucho robi nawet dziś niesmowite wrażenie na widzach. Szkotom kojarzy się z Orwellem właśnie i trudno im uwierzyć, że to nie żadna antyutopia, ale autentyczne wydarzenia. Film jest dostępny na dvd z angielskimi napisami, więc mogę z czystym sumieniem polecić:)

O autorze
AlternaTickers - Cool, free Web tickers