O podróżach dalekich i bliskich
sobota, 27 czerwca 2009
Macierzyńskie kryzysy

Ja dzisiaj pomarudzę, dobrze?

Mam jedną pierś w ogniu. W mądrej książce pisali, że to się może zdarzyć około 4 tygodnia, i masz, jak pięścią w oko. Przykładam twaróg i Fricholinę, ale rzecz nie chce ustąpić.

Fri płacze. I czy ja wiem, czy to brzuszek boli, czy po prostu panna z nudów krzyczy? Cyca strasznie niespokojnie, wyrywa się, wypluwa brodawkę. Zasypia na maksymalnie pół godziny i znowu płacz. Czasami płaczemy obie.

Galapagos napisała mi w komentarzu, że dzięki Fricholince poszerza mi się świat i miała rację. Bo czuję, że dużo lepiej rozumiem pewne sprawy, dla których wcześniej nie miałam nic, niż pochopne sądy. Wiem już teraz po prostu jak ciężki potrafi być początkowy okres posiadania dziecka, jak wyczerpujący i psychicznie wymagający. Mnie jest ciężko, a przecież Fri jest zdrowa, mam wspaniałe wsparcie ze strony mego faceta, życzliwość przyjaciół i rodziny, dobrą opiekę medyczną. Mam dziecko chciane, śliczne, kochane. A i tak często czuję się u kresu wytrzymałości: na początku bo nie chciały się goić szwy, nie chciało ciec mleko, teraz to zapalenie, ten niepokój i płacze Fri. Co więc muszą czuć kobiety, dziewczyny, które stały się matkami wbrew własnej woli, albo które nie mają wsparcia partnera, rodziny, kobiety biedne, zadłużone, terroryzowane? Kobiety, którym urodziły się dzieci chore, niepełnosprawne? Doskonale teraz rozumiem, jak łatwo można dostać depresji czy psychozy poporodowej, wiodącej czasami do okropnych czynów. Jak tak kobieta, co niedawno rzuciła się w Pradze pod pociąg metra z dwojgiem swych malutkich dzieci (wszyscy przeżyli, dzieci bez zranienia). Nie zrozumcie mnie źle, teraz, gdy mam dziecko, jakakolwiek krzywda, która mogłaby je spotkać, wydaje mi się czymś najstraszniejszym w świecie i zrobiłabym wszystko, by je chronić. A jednak, gdzieś w kącie świadomości, rozumiem.

Rozumiem też teraz dużo lepiej własną matkę. Mam ciągle do niej wiele pretensji, ale powoli dociera do mnie, dlaczego zachowywała się tak, a nie inaczej. Teraz lepiej niż kiedykolwiek potrafię sobie wyobrazić, co musiała przeżywać po moim narodzeniu. Nie udało jej się karmienie, ja byłam dzieckiem nerwowym, płaczącym po całych nocach. Mój ojciec uciekał przed całym światem, rodziną i pewnie samym sobą w alkoholowe ciągi. Rodzice pomagali, bez ich pomocy by pewnie nie dała rady, ale za to wymagali posłuszeństwa. W domu były tylko kłótnie, a do tego maleńkie dziecko, które samo o sobie jest ogromnym wyzwaniem. I w tym wszystkim 23 letnia dziewczyna, totalnie zagubiona, z małżeństwem w strzępach, z chorowitym dzieckiem.

Ja płaczę, bo boli mnie pierś. Ile łez musiała wylać ona?

A tymczasem moja Fricholinka to kobieta nieprzewidywalna. Nie chciała zasnąć ani w chuście, ani przy karmieniu, ani tulona, kołysana piosenkami. Z desperacji położyłam ją na brzuszku na macie edukacyjnej i zaczęłam potrząsać tymi pałąkami pełnymi zawieszonych grzechotek. I ta nasza mała terrorystka zaczęła wpatrywać się w te grzechotki i kluczyki, i tak mi na tej macie zasnęła! Moment historyczny proszę państwa, bo pierwszy raz zasnęła inaczej, niż w moich czy Chiquita ramionach, z palcem albo cyckiem w buzi. I z tej właśnie okazji aż napisałam ten wpis!

A poza tym to się cieszę, bo za jakieś pół godzinki przyjedzie do nas Ciocia Dziubdziubica z dalekiej Polski i przez tydzień będzie nas rozpieszczać pogaduchami i miejmy nadzieję też gotowaniem;). Co więcej Papa Chiquito, co się był wybrał na kajaki, wraca już dziś wieczorem, bo w Czechach powodzie i woda za wysoka.

Będę miała to najlepsze towarzystwo. Będzie dobrze.

16:36, la_polaquita , Fricholina
Link Komentarze (14) »
środa, 24 czerwca 2009
Pierwsza rozłąka i "urodzinki"

Jutro nasza Fricholinka kończy dokładnie 4 tygodnie! Jak ten czas leci, Fri jest nadal jeszcze bardzo kruchutka i zajmuje ją przede wszystkim jedzenie, płakanie i spanie, ale już coraz szerzej otwiera oczy i wpatruje się coraz częściej w rózne przednioty, albo w jasność okna. Milknie i patrzy, jakby zaszokowana, zadziwiona tym światem. Ma ogromne oczy, na razie koloru ciemno granatowego, jak burzowe chmury.

I tak jakby z okazji tych urodzinek (że niby jest już taka duża i dzielna:)) dziś po raz pierwszy nastąpiła kilkugodzinowa rozłąka z mamą. Papa Chiquito wziął sobie z tej okazji pół dnia wolnego i doskonale dał sobie radę. Jego palec oraz strzykawka nutrilonu chyba całkiem dobrze zastąpiły cycolek, bo właśnie wróciłam, a nasza Fricholinka śpi jak mały aniołek, mam nawet niepowtarzalną okazję napisać ten wpis oraz zjeść zupę.

Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek w życiu będę cieszyć się na wizytę u dentysty i w urzędzie, i masz babo placek, stało się. Naprawdę potrzebowałam już jakiegoś wyjścia samej, robienia rzeczy tak jak byłam przyzwyczajona przed porodem. Nie uważam się przez to za jakąś "złą" matkę. Po prostu od miesiąca jestem mniej więcej zamknięta z Fri w domu, nie rozstajemy się ani na chwilę. Jestem jej stołówkę, uspokajaczem i kołyską. Fri jest totalnie ode mnie zależna i dlatego zawsze na pierwszym miejscu. Jestem już po prostu zmęczona tą nową sytuacją, i to nie tylko fizycznie, z braku snu, ale też psychicznie.

Dlatego cieszę się, że mogłam dziś przejść się centrum Pragi, choćby tylko szybko, w paskudnym deszczu, żeby coś załatwić i zaplombować ząb. Nie martwiłam się o Fricholinkę, bo jestem pewna Chiquita jako rodzica, tak jak samej siebie. Odetchnęłam chwilę innym powietrzem, a teraz już jestem z powrotem, żeby znowu dać mleczko mojej małej córeczce, przytulić ją i kochać całym sercem.

14:20, la_polaquita , Fricholina
Link Komentarze (17) »
niedziela, 21 czerwca 2009
Martwimy się

Pisałam już kiedyś o dziadku Chiquita (m.in. tu), naczelniku rodu, człowieku na pewno wyjątkowym, z którego już za życia rodzina zrobiła legendę.

Abuelito ma 78 lat i ciągle jest aktywny. Ale nie tak, jak ja sobie wyobrażam idealną emeryturę - bezstresowo czytać, lub pisać książki, lub malować, lub podróżować... Abuelo jak wielu ludzi, którzy własnymi siłami wyszli z biedy, jest w pewnym sensie przekonany, że wszelka aktywność musi przynosić pieniądze. I dlatego do dziś pracuje, inwestuje, ostatnio walczy w sądzie o jakieś dawne sprawy, i... stresuje się.

No, właściwie nie do dziś. Kilka dni temu dzwonili rodzice Chiquita, by zawiadomić nas, że Abuelo miał kolejny (po 10 latach) zawał. Został wcześnie przewieziony do szpitala i już jest stabilny, choć bardzo słaby. Zdaje się, że jutro zwalniają go do domu.

Zastanawiam się ostatnimi dniami, czy Fricholinka będzie miała jeszcze szansę poznać Abuelita. Swego pradziadka. Czy urośnie na tyle, by go dobrze pamiętać. Nie legendę o nim, nie rodzinną idealizację, ale osobę. Charyzmatycznego człowieka, który jak większość takich, wcale nie jest idealny.

Abuelito ma obsesję kontroli. Nie potrafi zwolnić tempa. Chce do końca trzymać rękę na pulsie, zawsze pomagać dzieciom i wnukom, wszystko umieć załatwić, mieć pieniądze i móc je dawać.  Nie chce pokazać ani trochę tego, co kryje się pod jego wizerunkiem patriarchy, kochającego rodzica, energicznego biznesmena. Nikomu nie pozwoli zajrzeć pod maskę. Chiquito próbował i skończyło się to dziwnie. Kiedyś jeszcze o tym napiszę.

Abuelo chciałby być bogiem.

Ale bogowie nie miewają zawałów. Ludzie tak.

21:11, la_polaquita , colombia
Link Komentarze (6) »
środa, 17 czerwca 2009
W nowej roli

Dziś po raz pierwszy uwiązałam Fricholinkę w chuście i siedzę sobie z nią, śpiącą snem spawiedliwego, przed komputerem. Ona uwielbia spać po karmieniu na moim brzuchu, i do tej pory zawsze jej na to pozwalałam, bo odłożona na bok najczęściej się budzi i domaga nowej porcji mleczka. W rezultacie czego nie mogę się przez parę godzin ruszyć z łóżka, gdzie najczęściej, podparta poduszkami, karmię. Dziś wreszcie postanowiłam wziąść byka za rogi i nauczyć się wiązać chustę w tzw. kolebkę. I juhu, Fri śpi tak, jak lubi, a ja mam ręce wolne!

Nie jest łatwo być świeżo upieczonym rodzicem. A to, jak sądzę, Fricholinka jest całkiem bezproblemowym dzieckiem. Po weekendowych przebojach z wysypką i bólem brzuszka wróciła nam na szczęście dawna Fri z pierwszych 2 tygodni - śpioch i żarłoczek. Lubi jeść bardzo często, z przerwami na 10-15 minutowy niespokojny sen i znowu chce cycka. Zaczynam już rozważać danie jej smoczka, bo coś mi się wydaje, że ona, choć jest najedzona, traktuje ten cycolek jako uspokajającą zabawkę, a mnie to przykuwa na długie godziny na jedno miejsce.

Jest wiele radości, ale też frustracji. Np. Fricholinka nie cierpi spacerów, nienawidzi kąpieli ani przewijania. Podczas tych czynności drze się jak opętana.

Nasz dzień to totalny chaos, bez nawet naznaku jakiejś rutyny. Fri śpi kiedy chce, je kiedy chce. Nie mam na razie na nią innego sposobu na uspokojenie, niż karmienie. Chociaż dziś rano, z małą uwiązaną debiutacko w chuście, tańczyłyśmy "plemienne tańce" do Dead Can Dance i nasze miminko zasnęło na ponad 3 godziny, twardo jak kamień, dała się nawet położyć na łóżku, a ja w tym czasie wysprzątałam kuchnię:).

Tak kradnę czas. Prawie cały należy do niej, więc kradnę chwilki dla siebie, na sen, jedzenie, toaletę, prysznic, internet. Wyczekuję aż zaśnie, albo z wyrzutami sumienia zostawiam płaczącą, kiedy już nie mogę wytrzymać. Czytam w czasie kamienia, żeby nie umrzeć z nudów. Zamykam oczy i odpływam, kamiąc na siedząco. W nocnych ciemnościach, walcząc ze snem, próbuję trafić piersią do jej buzi, a ona próbuje mnie złapać, dysząc z niecierpliwości jak mała pirania.

Do tej pory miałam cały czas świata tylko dla siebie. Teraz sytuacja całkiem się odwróciła. Każde spojrzenie Fri, każda jej minka, daje nam mnóstwo radości, ale nie jest łatwo być rodzicem, oj nie.

18:36, la_polaquita , Fricholina
Link Komentarze (14) »
sobota, 13 czerwca 2009
Zamiast wpisu zdjęć kilka

Fri zasnęła jak kamień, dziw nad dziwy, więc szybciutko korzystam z okazji, żeby wkleić kilka jej zdjęć:)

fri

fri

 

 

15:49, la_polaquita , Fricholina
Link Komentarze (20) »
sobota, 06 czerwca 2009
Podziękowania :-)

Kochani!

Zamiast odpowiadać na komentarze pod poniższym wpisem, podziękuję Wam tutaj za wszystkie życzenia i gratulacje. Czytałam je po wyjściu ze szpitala na stojąco (nie powinnam za bardzo siedzieć, coś mi się szwy nie chcą goić) i ogromnie się wzruszyłam. Dziękuję Wam za trzymanie kciuków, zainteresowanie i wszystkie miłe słowa!

My już od wtorku jesteśmy w domu, żyjemy w totalnym chaosie, powoli i wreszcie rozkręca się nam "mleczny interes", którego opóżnienie i w rezultacie dokarmianie strzykawką przysporzyło nam wiele stresu. W ogóle euforia i szczęście zmieniają się często ze stresem, ale tak to chyba już jest być rodzicami. Ja muszę leżeć i dość już mnie to wkurza, ale na szczęście Chiquito obsługuje nas wspaniale i już udało mu się ogarnąć straszliwy bałagan, który panował u nas w mieszkanku po przyjeździe. Mam zamiar pisać, już wkrótce, przeżyć było tyle i tak intensywnych, że muszę to z siebie wyrzucić, a poza tym nie chcę zapomieć. Ale na razie nie ma na to szans, mała wypełnia nam niemal cały czas.

A poza tym jest wspaniała, zdrowiutka, prześliczna i czupurna. Najpiękniejsze miminko* świata:).

*miminko - po czesku dzidzia, niemowlę ;)

21:21, la_polaquita , Fricholina
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 01 czerwca 2009
lapolaquita version 2.0.

Dla wszystkych, ktori czytaja tento blog :-) :

28.5 wieczorem sie nam urodzila mala maratonistka Fricholinka po dlugych 24 godz twarde roboty ;-). Mala Fricholinka i duza Lapolaquita sa zdrowie i dobrze sie trzymaja,  chyba za nie dlugo wroci do domu, ze by pisaly nowe texty z fasolowym smakiem :-)

z pozdroweniem

 

Papa Chiquito ;-)

 

P.S. przepraszam za bledy polskiego jezyka.

01:02, la_polaquita
Link Komentarze (29) »
O autorze
AlternaTickers - Cool, free Web tickers