O podróżach dalekich i bliskich
niedziela, 26 lipca 2009
Com ostatnio widziała i czytała

Mieć w domu taką malą rybkę jak Fri oznacza, że nie za wiele czasu zostaje na dawne nawyki, takie jak czytanie, kultura, a nawet tak prozaiczne czynności (mnie jednak sprawiające sporo frajdy) jak wypróbowywanie nowych przepisów w kuchni. Skończyło się karmienie piersią niemal nonstop, a z nim czytanie książek. Teraz Fri dostaje pierś na krotko tylko, a zaraz potem nutrilonek, a pomiędzy posiłkami wymaga raczej noszenia, bawienia się, robienia minek itp. Niewiele mam więc do opisywania, ale coś tam się jednak nazbierało wartego kilku słów:

Walc z Baszirem. Byłam na nim w praskim kinie Aero pewnego popołudnia, kiedy to Chiquito sam zajął się małą, abym trochę odsapła. W praskich kinach normalką jest kupowanie sobie na salę piwa w plastykowym kubku i postanowiłam sprawić sobie tę starą, niemal już zapomnianą przyjemność. Muszę powiedzieć, ze po tylu miesiącach niemal całkowitej abstynencji po tym małym i czeskim (więc słabszym) piwie nogi mi zmiękły! No ale do rzeczy. Walc z Baszirem to film animowany dla dorosłych, na jakie ostatnio jest moda. A temat to już szczególnie nie przystaje do wybranej techniki - jest nią brutalna wojna w Libanie oraz masakra w obozie uchodźców, dokonana przez chrześcijanską milicję libańską na muzułmańskich współziomkach. Masakra, której izraelska armia bezczynnie się przyglądała i nie kiwnęła nawet palcem. Jest to jednak nie tyle film o wojnie, co o pamięci i jej przedziwnych meandrach. Bohater, izraelski filmowiec w średnim wieku, kiedyś młody żołnierz, nagle zdaje sobie sprawę, że zgubił gdzieś w zakamarkach swego umysłu wszelkie wspomnienia tej wojny. Wędruje więc po świecie i odnajduje dawnych towarzyszy broni, aby pomogli mu zrekonstruować utraconą część siebie. W filmie miesza się dokumentalne zacięcie, z jakim opowiadane są historie rozmówców i głównego bohatera, z głęboką, senną symboliką. Chyba nigdy jeszcze nie widziałam tak do szpiku kości prawdziwego filmu o wojnie. Bardzo polecam.

Ian McEwan: Pokuta. Widziałam film, który mi się podobał, i właśnie dlatego, kiedy nadarzyła się okazja pożyczenia tej książki, postanowiłam ją przeczytać. Jest to opowieść o krzywdzie, jaką może wyrządzić niewłaściwe zrozumienie pewnych faktów. Briony, mała dziewczynka o pisarskich ambicjach i bujnej wyobraźni, posyła do więzienia niewinnego człowieka, ponieważ nie mając pojęcia o v tajemnicach dorosłej miłości i seksualności, interpretuje pewne naturalne gesty, słowa i zachowania jako zbrodnicze i dewiacyjne. Kiedy już zrozumie co takiego uczyniła, przychodzi okrutna II wojna światowa, by dać jej możliwość pokuty. Wątek jakże odmiennego rozumienia rzeczywistości przez różnych ludzi jest bardzo ciekawy, a opisy wojennego, bombardowanego Londynu i cierpienia rannych żołnierzy świetnie oddane i realistyczne, ale mnie książka nie zachwyciła. Wydaje mi się jakby zbyt "chłodno" napisana. Ale przede wszystkim mam kłopot z głównym bohaterem, Robbiem Turnerem. Nie lubię go. Jest jakiś taki sztywny, papierowy. Nie wierzę jakoś w jego wielką miłość do Cecilii. Wydaje mi się zarozumiały, wywyższający się i sztuczny w tym, że nie ma żadnych kompleksów z racji pochodzenia, wyciągania kasy od ojca Briony na studia itp. Dużo bardziej wiarygodna wydaje mi się kreacja Jamesa Mc Avoya v filmie. Polecam więc jakoś średnio, choć sądzę, że są ludzie, którym książka może się podobać bardzo, w końcu był to z jakiegoś powodu bestseller.

To tyle. Kończę i idę myć butle i prasować pieluchy... :)

czwartek, 23 lipca 2009
Fri w kąpieli

fri w kąpieli

Szybciutko, zanim maleństwo się obudzi, wklejam jedno z jej ostatnich zdjęć. Jak widać Fri polubiła już kąpiele:). Choć nadal zdarzają się takie przemarudzone... Humorzasta jest nasza dziewczynka. Na zdjęciu kąpie się w wiaderku tummy tub. Całkiem go lubi, ale i tak najfajniejsze kąpiele to te z papą w wielkiej wannie:). Pływając z tatusiem nasza mala rybka czuje się bezpieczna i nie marudzi nigdy!

A poza tym mozemy już cieszyć się jej pierwszymi uśmiechami:)

19:54, la_polaquita , Fricholina
Link Komentarze (12) »
środa, 08 lipca 2009
Najlepsiejsza ciocia na świecie!

super ciocia

Dziubdziubica przyjechała i pojechała. A w międzyczasie zdążyła zakochać się w Fricholince i wprowadzić nieco ładu do naszego chaotycznego życia. Wysprzątała nam mieszkanie, gotowała pyszne zupy i lazanie, dzielnie podtrzymywała mnie na duchu, kiedy załamała mnie dosyć wiadomość, że Fri nie przybiera na wadze i trzeba wrócić do dokarmiania. A przede wszystkim przegadała ze mną długaśne godziny i moje monotonne dni znowu zatętniły życiem. I potrząsnęła mną kiedy było trzeba, dzięki czemu postanowiłam przestać tyle marudzić i zachowywać się jak dziecko (czytaj: jak nasza mama), i bardziej aktywnie rozwiązywać moje problemy.

Nie, nikt mi tego nie wymówi: rodzeństwo to jest to! Nikt nigdy na świecie nie będzie cię znał lepiej, niż osoba, z którą wyrosłeś, z którą przeżyłeś radości i smutki dzieciństwa, z którą dzielisz tych samych niedoskonałych rodziców. Kiedy było mi ciężko podczas porodu i po nim, wiele razy sobie mówiłam, sorry dziecino, ale żadnych dalszych fricholitów nie będzie, no way! Ale teraz sobie myślę, że nie ma bata, trzeba jednak będzie przejść przez to wszystko minimalnie  jeszcze raz, bo Fri musi mieć rodzeństwo. To najpiękniejszy prezent, jaki rodzice mogą  swemu dziecku dać!:).

16:11, la_polaquita , Fricholina
Link Komentarze (10) »
O autorze
AlternaTickers - Cool, free Web tickers