O podróżach dalekich i bliskich
wtorek, 23 października 2007
PO-wyborcza gorączka

Cieszę się bardzo z wyników. Ale jeszcze bardziej z tak ogromnego zaangażowania ludzi w Polsce i na całym świecie. Obudziliśmy się wreszcie:) Widocznie musi się w Polsce dziać bardzo źle, aby ludzie się choć trochę ruszyli i zrobili coś, by to zmienić.

Ponieważ głosowałam o 7 rano, przed odjazdem na wycieczkę do Stirling, udało mi się uniknąć kolejek. Nie miałam nawet pojęcia, że będą... Ale za to, mając w pamięci, że czeka mnie jeszcze szalony bieg przez pół miasta na dworzec autobusowy ( w niedzielę rano autobusy jeżdżą jak na lekarstwo), tak się śpieszyłam, że chyba głupia oddałam nieważny głos. Walnęłam te krzyżyki jakby to był byle jaki formularz i dopiero u Pyzy sobie uświadomiłam, że to chyba się kwalifikuje na nieważny głos :(. Ach, głupota nie boli...:(

Ale i bez mojego głosu na szczęście wygrał w Polsce rozsądek. Teraz tylko pozostaje trzymać kciuki za PO żeby danej im szansy "nie zmarali". Czy w końcu przyjdzie wnaszym kraju taki egzotyczny czas, kiedy człowiek będzie zadowolony ze swego rządku (chciałam napisać "dumny", ale to by było zdecydowanie za dużo powiedziane:))? Pożyjemy, zobaczymy. Przede wszystkim możemy pić szampana, że wreszcie skończył się ten dwuletni cyrk! :):):)

21:40, la_polaquita , polonia
Link Komentarze (4) »
wtorek, 21 sierpnia 2007
Polacy wstydzą się swego pochodzenia?

Artykuły na o2 są czasami bardzo różnorodnej jakości, ale ten mnie zainteresował. Bo traktuje o czymś, od czego ja jestem jakoś bardzo daleko (nie tylko geograficznie). W artykule chodzi mianowicie o to, że w Polsce ostatnimi czasy istnieje podział na jakieś pseudointelektualne nowe elity oraz całą masę "aspirantów" z przysłowiowego Podlasia, którzy wstydzą się swojego pochodzenia i za wszelką cenę chcą jakieś szczeble "drabiny społecznej" pokonywać. Więc dwoją się i troją, by było widać, że oni już nie z żadnej dziury, tylko elita: modne knajpy, weekendy w Zakopcu, przedrożone mieszkania na strzeżonych osiedlach ze strażnikiem...

Ludzie! Czy tak właśnie jest w Warszawie czy innych wielkich polskich miastach? Ja tej mody na strzeżone osiedla nie mogę zrozumieć i w żadnym wypadku bym nie chciała takiego odizolowanego domu czy mieszkania. Ok, zgadzam się, w takiej Bogocie zamykanie się za wysokimi murami oraz anektowanie przestrzeni publicznej na własne egoistyczne potrzeby ma swoje uzasadnienie. Ale w Polsce tym uzasadnieniem mogą być chyba tylko chore obsesje, no i snobizm. No chyba, że ja w czasie tej mojej czeskiej emigracji coś przeoczyłam, i w Warszawie wyrosły slumsy, a na skrzyżowaniach się strzela...

Bo tu w Czechach takich tendencji mimo wszystko nie zauważyłam. Nie w takim stopniu. Nikt się nie wstydzi swojego pochodzenia, przynajmniej nie w kręgu ludzi, których znam. Co prawda istnieje taka żartobliwa (mniej lub bardziej) rywalizacja między "prażakami" i "moravakami", ale żadnemu z tych ostatnich by nie przyszło do głowy skrywać czy wstydzić się, że na weekend jeździ do tej swojej dziury, czyli do rodzinnego domu. Moravacy są dumni z tej swojej Ostravy albo Otrokovic, ze swego języka, który jest bardziej poprawny i "czysty" niż praski dialekt. Większość menedżerów z mojej firmy, choć pracują w Pradze, nadal uparcie dojeżdżają ze swych zadupi, gdzie mają rodziny, i nie mają najmiejszej ochoty się przeprowadzać do stolicy. A ci, którzy się przeprowadzili, jak jeden mąż deklarują, że wrócą.

To samo dotyczy strzeżonych osiedli. Jasne, że od czasu do czasu nowiutkie bloki są otaczane płotem, a między nimi mieszkańcy mają wspólny ogród i piaskownice dla dzieci. "Intruza" od tego dzieli tylko zamykana na noc furtka. Wszystko w granicach rozsądku. Czy w Polsce jest większa przestępczość niż w Czechach? Nie sądzę.

Oczywiście, że na wakacje Czesi, podobnie jak Polacy, wybierają modne kurorty w Turcji, Grecji czy ostatnio Dominikanie. Ale jakoś tak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jeżdżą tam naprawdę żeby odpocząć od pracy i się opalić, a nie żeby się "pokazać". A wielu wybiera rowery na Szumawie, choć stać by ich było na Kanary, i nie jest to żaden powód do wstydu.

Jest w tym też oczywiście ten czeski słynny pragmatyzm, brak manii wielkości, to zadowolenie z przynależności do klasy średniej i pragnienie w niej pozostania. Typowy Czech to wcielenie anty-arystokraty, a jego marzenia są wyłącznie materialne i w sumie bardzo przeciętne. Jakieś zewnętrzne znaki "elitarności", jak pochodzenie, go nie obchodzą. Najważniejsze to przecież nazbierać na domek i telewizję plazmową.

Małość? Ograniczenie? Zły gust? Być może. Ale ja jednak wolę tę śmieszną małość od polskiej megalomanii. Bo choć ten artykuł wydał mi się przesadzony (mam wielką nadzieję, że tak jest), to coś jednak z zasady "zastaw się, a postaw się" w mych rodakach ciągle widzę.

16:33, la_polaquita , polonia
Link Komentarze (2) »
O autorze
AlternaTickers - Cool, free Web tickers