O podróżach dalekich i bliskich
środa, 17 września 2008
Indiańskie legendy

W indiańskich legendach spisanych przez Eduardo Galeano (Memoria del fuego. I. Los nacimientos) mężczyźni zamieniają się w ptaki, a jaguary uczą ludzi rozpalania ognia. Mięsisty owoc może by zapładniającym nasieniem boga. Komary rodzą się z popiołów mordercy. Miód jest mężczyzną uciekającym przed dwiema kobietami, i jest tak słodki, że czasem zabija. Nietoperz miał kiedyś wielobarwne pióra wszystkich ptaków, ale stracił je przez własną pychę. Żabki kwilące na karaibskich wyspach to w rzeczywistości dzieci, którym zabrano matki. Skóra kajmana jest popękana, bo to bóg słońca pociął ją za karę maczetą. Koliber nosi dusze zmarłych niemowląt w kielichu kwiatu do Ziemi Bez Zła. Ryby walczą z wiatrami na polecenie ludzi. Pierwszy mężczyzna myśli, że pierwsza kobieta ma ranę między nogami i leczy ją ziołami. Ludzie odkrywają, że są żywi. Powstają z gliny lub z kukurydzy. Bóg ich śni. Oni śnią Boga.

środa, 30 lipca 2008
Haiti, umarłe i żywe

 

Jakieś dwa tygodnie temu dostałam pocztą miłą przesyłkę, prezent od Trzech Papryczek – książkę haitańskiego pisarza René Depestre pt. Hadriana moich marzeń. Nie sądziłam, że będzie to powieść właśnie o tym zjawisku, które najbardziej kojarzy się z Haiti – o zombi. Większość z nas zna ten fenomen tylko z holywoodzkich filmów, które ograniczają się do pokazania parodii tego zjawiska, czyli chodzących jak automaty żywych trupów żądnych krwi i ludzkiego mięsa. Poza tym całkiem sympatycznym zombiakiem jest też Czesiu z polskich "Włatców Móch":). A przecież geneza tego przerażającego stanu na granicy życia i śmierci jest dużo bardziej głęboka i fascynująca. Pisali już o tym Pimientos tu, a ja sporo się dowiedziałam z przysłanej przez nich książki.

Bo choć Handriana to z pewnością beletrystyka, utrzymana w duchu realizmu magicznego i nabita poezją powieść, nosi też znamiona eseju, a podawane informacje o fenomenie zombi wyglądają całkiem wiarygodnie. Otóż według Depestre rzecz polega na tym, że czarownicy wudu (w książce przyjęto pisownię vodu, ale jest dużo szkół) "produkują" zombi z bardzo pragmatycznych materialnych powodów. Chcą po prostu ludzkich wołów pociągowych do pracy na własnych plantacjach albo do wynajmu na cudzych. Zombi jest bowiem pozbawionym woli, marzeń i polotu (czyli tej części duszy, którą wudu nazywa petit bon ange’m czyli małym dobrym aniołem) niewolnikiem. Podczas procesu „zombifikacji“ nieszczęśnikowi zostaje odebrana właśnie odpowiedzialna za marzenia, sny i przyszłość dusza, a zostaje tylko czysta energia życiowa mięśni, zwana w wudu gros bon ange. Poza tym cały proces przebiega całkiem „biologicznie“ – wybranej ofierze czarownik podstępem podaje truciznę tak spowalniającą procesy życiowe, że nawet najbardziej doświadczeni lekarze uznają biedaka za zmarłego i zostaje on pochowany. W nocy po pogrzebie przestępcy wygrzebują „zmarłego“ i ożywają za pomocą odtrutki. Odtąd jest on ich niewolnikiem, haruje na polu za miskę strawy pozbawioną soli – sól bowiem ma moc odwrócenia czaru. Najgorsze jest jednak, że nawet kiedy „zombi“ uda się uciec i chce wrócić do swoich, ci odrzucają go jako upiora. Kolektywne przyzwolenie na czarną magię potrafi by silniejsze niż osobiste więzi.

W książce ofiarą czarowników pada młodziutka Francuzka Hadriana, która umiera (pozornie) w dniu własnego ślubu, wypowiedziawszy sakramentalne tak. Całe miasto Jacmel boleje nad jej śmiercią, jakby wraz z nią umarł symbol ich własnego spokoju i szczęścia. Rozpętują się czary wudu i szalony, naznaczony Erotem i Thanatosem karnawał.

Legendę o śmierci i zmartwychwstaniu dziewczyny opowiada młodziutki i zakochany w niej Patryk, najwyraźniej alter ego autora - tak jak Handriana jest metaforą jego Ojczyzny, uosobieniem seksualnej energii i bujnego, tropikalnego piękna Haiti. Historia utraty tej niezwykłej kobiety-symbolu będzie prześladować Patryka przez wiele późniejszych lat emigracji. Nie chcę zbyt wiele zdradzać z treści, powiem tylko, że choć pozornie powieść ta traktuje o śmierci, tak naprawdę jej tematem jest radość życia.

Bo zmysłowa energia wyspy i jej mieszkańców, uosobiona w Handrianie, ma tak wielką siłę, że zdolna jest pokonać otępienie pozornej śmierci i odzyskać petit bon ange’a, czyli nadzieję i marzenia. Czytając takie magiczne książki aż żal bierze, że już od ponad pół wieku Haiti to tak biedny i znękany przemocą kraj (znowu odsyłam do Tres Pimientos, którzy część historii Haiti fascynująco opisali tu). Jednak Depestre w swej książce wierzy głęboko, że Haiti, tak jak Hadriana, odzyska pewnego dnia same siebie, że się nie podda i roztańczy się znowu w zmysłowym tańcu życia.

piątek, 25 kwietnia 2008
Droga przez Amerykę

Droga to zmiana. Postać Alvara Nuñeza Cabeza de Vaca, hiszpańskiego arystokraty i niezwyczajnego konkwistadora zafascynowała mnie, kiedy rok temu obejrzałam o nim na Febiofeście film. Obraz był dość niecodzienny, żeby nie powiedzieć dziwny, lecz jeszcze dziwniejsze były losy tego człowieka. Nie przypomina on wcale pysznych i okrutnych zdobywców, jak Pizarro czy Cortez. Jest kimś w rodzaju pierwszego antropologa, jaki przybył na amerykański kontynent.

cabeza de vacaCabeza de Vaca przybił do brzegów Nowego Świata w 1528 roku jako jeden z osiemdziesięciu ocalałych członków wyprawy Panfilo de Narvaeza, która początkowo liczyła 700 mężczyzn. Wkrótce rozbitków zdziesiątkowały choroby, głód i strzały ukrytych w buszu tybylców. Zostało tylko czterech: Cabeza de Vaca, Andres Dorantes, Alonso del Castillo Maldonado, oraz berberyjski niewolnik Estebanico. Ci czterej ruszyli w drogę, kierując się intuicją i słońcem, by odnaleźć pierwsze hiszpańskie kolonie w dalekim Meksyku. Ich wędrówka trwała 8 lat. Bosi i obarci, czasem razem, czasem osobno, szli prawdopodobnie przez przez tereny dzisiejszej Louisiany, Texasu, Nowego Meksyku i Arizony.

Wędrując, Cabeza de Vaca zostaje kilkrakrotnie pojmany i zamieniony w niewolnika. Indianie dotykają jego skóry, jego włosów. Kręcą głowami. Jeszcze nigdy nie widzieli białego człowieka. Cabeza de Vaca nie ma wyjścia. Powoli uczy się ich języków, stara się zrozumieć przedziwne gesty i niezwykłe zwyczaje. Ma szczęście. Jedne ludy zaprzyjaźniają się z nim i same puszczają go wolno, kiedy indziej zaś z niewoli wyswobadza go międzyplemienna wojna.

Przede wszystkim zaś, w miarę jak postępuje dalej w swej wędrówce przez pełne moskitów mokradła lub zimne, skaliste wyżyny, w miarę jak spotyka na swej drodze coraz to nowe plemiona, odkrywa w sobie przedziwną zdolność. Nachyla się nad chorymi i umierającymi, odmawia stare modlitwy, których uczyła go matka, dotyka ich swymi rękami. A oni zdrowieją. Zaskarbia sobie tym oczywiście wdzięczność tybylców dla siebie i swoich towarzyszy. Staje się słynnym szamanem. Jego przybycie do wioski to święto. Jest witany z nadzieją i radością, uzdrawia i handluje. Jeden młody Indianin przyłącza się do niego, jako przewodnik i oddany przyjaciel. Alvara łączy z tubylcem niezwykle silna więź.

Pewnego dnia proszą go, by wskrzesił zmarłą dziewczynę, już złożoną w kamiennym grobie. Cabeza de Vaca boi się, ale przystaje na propozycję. Dwaj pozostali Hiszpanie szaleją, próbują go powstrzymać. Przecież jeśli mu się nie uda, dzikusy zamordują ich wszystkich! A nie może się mu udać, nie jest przecież Bogiem! To, co robi jest wbrew naturze!

Ale Cabeza de Vaca nie słucha. Schodzi do grobu i po długim, i pełnym napięcia oczekiwaniu, słaniając się z wyczerpania, wychodzi. Nie sam. Z dziewczyną. Jest to jego wielki triumf.

W swoim raporcie pt. La Relación nie daje żadnych wyjaśnień swoich nadprzyrodzonych zdolności. Po prostu konstatuje fakty.

Oddam teraz głos urugwajskiemu pisarzowi, Eduardo Galeano, autorowi rewelacyjnych krótkich esejów z dziejów Ameryki Łacińskiej:

Na ziemiach Sinaloa, kiedy szli na południe, pojawiły się pierwsze ślady chrześcijan. Cabeza de Vaca i jego towarzysze znajdowali spinki, kute gwoździe, kołki do przywiązywania koni. Znajdowali także strach: opuszczone pola, Indian uciekających w góry.

- Jesteśmy blisko - powiedział Cabeza de Vaca - Po tak długiej wędrówce, jesteśmy blisko naszych ludzi.

- Oni nie są jak wy - powiedzieli Indianie - Wy przychodzicie z miejca, gdzie wstaje słońce, oni z miejsca, gdzie słońce się kładzie. Wy leczycie chorych, a oni zabijają zdrowych. Wy chodzicie nadzy i bosi. Nie jesteście chciwi żadnej rzeczy. Nie macie z tamtymi nic wspólnego.

Cabeza de Vaca wrócił do Hiszpanii i kilka lat później został gubernatorem prowincji Río de la Plata w dzisiejszym Paragwaju. Podobno był niezwykle łagodny dla poddanych mu Indian. Czy jednak traktował ich w zgodzie z ówczesną teorią o "szlachetnych dzikusach", czy naprawdę, po tym co przeżył, wbrew wszystkiemu, co mu przez całe życie wpajano o wyższości rasy białych chrześcijan nad "barbarzyńcami", uznał ich za ludzi mu równych, cierpiących, mądrych i głupich tak samo jak on? Przecież po części stał się taki, jak oni. Jeden z nich był mu najbliższym przyjacielem. 

Śmiem przypuszczać, że do końca życia Cabeza de Vaca czuł się wśród swych braci Hiszpanów obco. Nie był, i nie mógł już być jednym z nich. Nie miał już z nimi nic wspólnego.

poniedziałek, 12 lutego 2007
Fidel Castro w Polsce

Dzisiejsza Gazeta.pl przynosi unikalne zdjęcia z wizyty Fidela Castro w bratnim socjalistycznym kraju w 1972 roku. Zdjęciom towarzyszy też artykuł "Co wtedy pisały gazety" .

Moja mama kiedyś opowiadała, że Fidel przejeżdżał też przez Zabrze i że wtedy wszystkie dzieciaki spędzili na ulice, żeby machały chorągiewkami i chustkami. Ona była wśród nich i widziała go w otwartym samochodzie.

Dla mnie Fidel jest przykładem człowieka, który przegrał własne ideały - ale tak głęboko pogrążył się w mechaniźmie władzy, że nawet sobie tego nie uświadomił. Jako najważniejsza część tego mechanizmu, ale jednak część, stracił dystans do własnych poczynań. Pułapka, która czyha na każdego dyktatora. Tym niemniej to skomplikowana i bardzo zajmująca osobowość, i wcale się nie dziwię, że tak bardzo zafascynowała Gabriela Garcię Marqueza, że dla przyjaźni z El Comandante nie wahał się poświęcić bardzo wiele. Można o tym przeczytać w książce Angela Estebana Gabo i Fidel. Pejzaż przyjaźni, którą już długo mam na liście lektur obowiązkowych... Jak się w końcu do niej zabiorę, napiszę więcej:)

O autorze
AlternaTickers - Cool, free Web tickers