O podróżach dalekich i bliskich
środa, 26 września 2007
O bezsenności

Podobno Milan Kundera zaproponował kiedyś nocleg u siebie w Paryżu jakiemuś koledze po piórze, który cierpiąc na bezsenność tułał się po ulicach. Wkrótce jednak czeski pisarz gorzko pożałował swojego dobrego serca. Gość całą noc niemiłosiernie chrapał. Rano Kundera, totalnie niewyspany i wściekły, ledwo ukrywając ironię zapytał gościa, jak mu się spało.

- Fatalnie - odpowiedział ten człowiek - całą noc nie zmróżyłem oka!

- To dlaczego w takim razie tak straszliwie pan chrapał!?

- Zalecił mi to terapeuta. Imitowanie odgłosów snu powinno sprowadzić sen...

 

Dobranoc:)

23:47, la_polaquita , anegdotki
Link Komentarze (2) »
piątek, 01 czerwca 2007
Dziś będzie o Pablu Nerudzie.

Natrafiłam bowiem na jego ślad całkiem niespodziewanie w książce pt. "Niecenzurowany słownik pisarzy czeskich" - wspomnieniach pana Vlastimila Maršíčka, długoletniego sekretarza Związku Pisarzy Czechosłowackich, tłumacza i dziennikarza. Mała dygresja o Nerudzie znajdowała się w haśle dotyczącym czołowego przedstawiciela czeskiej przedwojennej awantgardy, a po wojnie "artysty narodowego", Vítězslava Nezvala, który przyjaźnił się z chilijskim poetą. Dygresja to ciekawa, bo opowiadana przez człowieka, który te wszystkie spotkania i uroczystości "ku czci" znał od kuchni, co więcej: organizował, tłumaczył, załatwiał diety i hotele.

Okazuje się więc, że wielki komunistyczny poeta Pablo Neruda uwielbiał żyć na wysokiej stopie, a już na pewno wtedy, kiedy nie musiał bulić z własnej kieszeni. Diety przeznaczone na cały tydzień wydawał w jeden dzień (a były to diety jak dla ministra!), zapraszał przyjaciół do najbardziej luksusowych restauracji i hoteli, przywoził ze sobą jakąś indiańską śpiewaczkę i zamawiał jej stroje u najlepszych praskich krawców - a po jego odjeździe do Związku Pisarzy jeszcze długo przychodziły rachunki na bajońskie sumy. Autor wspomnień i jego współpracownicy dostawali bólu głowy na samą wiadomość o tym, że Neruda znów zbliża się do czechosłowackiej granicy. Bo oczywiście budżet takich imprez bywał ograniczony, a potem trzeba było się często gęsto tłumaczyć z jego przekroczenia.

Ale anegdotka, o której chciałam pisać, i która wiele mówi o Nerudzie jako człowieku, opowiada o czymś innym. Pewnego razu delegacja pisarzy wraz z panem Maršíčkiem odprowadzała wielkiego komunistycznego poetę na dworzec kolejowy, skąd miał się udać do NRD (kiedy już się wybierał do dalekiej Europy nie omieszkał zwalić się na kark przynajmniej kilku socjalistycznym krajom). Razem ze swoją śpiewaczką mieli tyle kufrów, że zawalili nimi cały przedział, a współpasażerowie nie mieli gdzie usiąść. Do odjazdu pociągu zostało jeszcze trochę czasu, więc Neruda wraz z odprowadzającymi przechadzali się po peronie. Nagle pan Maršíček zauważył, że jakiś umorusany robotnik kolejowy zeskakuje ze stopni ostatniego wagonu manewrującego pociągu towarowego i daje mu znaki, że chce z nim mówić. Biegnie w kierunku delegacji i cały uśmiechnięty woła: "Prawda, że to poeta Neruda? Już z daleka go poznałem, mam w domu jego książki!" Autor wspomnień był totalnie w szoku: Nerudzie opadnie szczęka jak to usłyszy!

Ale Nerudzie nic nie opadło, brudnemu robotnikowi nawet nie podał ręki, choć Maršíček wyjaśnił mu po hiszpańsku o co chodzi. Potraktował tego człowieka jak powietrze i najzwyczajniej w świecie kontynuował rozmowę ze swoimi towarzyszami. Autor tych wspomnień poczuł się strasznie zażenowany. Sądził, że Neruda będzie zachwycony, iż taki prawdziwy proletariusz czyta jego wiersze, ale niestety. Zmieszany starał się jakoś tę żenadę zatuszować, wyjaśniając robotnikowi, że pan poeta ma teraz niezwykle ważną rozmowę, ale jutro niech przyjdzie do Związku, że da mu jakieś tomiki czeskich pisarzy. Kolejarz po żadne książki nie przyszedł i nigdy się już nie pokazał. Za całą pewnością wyczuł, że dla tego komunistycznego artysty znaczy tyle co nic.

Bardzo lubię wiersze Pabla Nerudy. Nie czytałam ich wiele, ale te, które znam, wiążą się z miłymi wspomnieniami: kilka z nich przetłumaczył dla mnie (na czeski!) Chiquito, kiedy jeszcze ani w ząb nie rozumiałam po hiszpańsku, a nasz związek przeżywał swój okres romatyczno-heroiczny:). To piękna poezja, bardzo związana z ziemią, krwią, ciałem, dla mnie aż organiczna, chtoniczna. Niektóre metafory są tak namacalne, że dreszcz przebiega po plecach.

Wyżej opisana anegdota potwierdza więc tylko starą prawdę, że poeta i jego twórczość to zupełnie dwie różne sprawy. Nie można sądzić człowieka po tym co napisał. Łajdacy moralizują, bogacze piszą o sprawiedliwości społecznej, małostkowi ludzie tworzą nieśmiertelne dzieła. (I odwrotnie - wielcy ludzie piszą miernie, np. poezja Karola Wojtyły).

Na szczęście małość autora wcale nie odbiera dobrej książce wartości. Można i trzeba gloryfikować talent, ale człowieka sądzić tylko i wyłącznie według czynów.

13:47, la_polaquita , anegdotki
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 kwietnia 2007
Bardzo piękny chwyt

Żył kiedyś chłopiec, którego wielkim pragnieniem było stać się mistrzem w karate. Niestety jego plany pokrzyżował nieszczęśliwy wypadek: chłopaka przejechał samochód i lekarze musieli mu amputować prawą rękę. Mimo tej tragedii nie chciał rezygnować i usilnie poszukiwał mistrza, który przyjąłby go do nauki. Wielu odmówiło, aż w końcu znalazł się jeden stary mądry mistrz, który się zgodził. Minęło wiele lat treningu, ale mistrz kazał chłopcu cały czas ćwiczyć tylko jeden jedyny chwyt. Chłopak nieraz się buntował, pragnął nauczyć się i innych chwytów, ale mistrz tylko tajemniczo się uśmiechał i kazał ćwiczyć ten jeden jedyny.

W końcu nadszedł czas turnieju i chłopak został wytypowany, żeby wziął w nim udział. Zrozpaczony przyszedł do swego mistrza:

- Mistrzu, jak ja mogę jechać na turniej! Przecież jestem kaleką, nie mam ręki, a do tego umiem tylko jeden jedyny chwyt!

Mistrz jednak nie zmienił zdania i kazał chłopcu jechać. Rozpoczęły się walki. Chłopak za każdym razem wygrywał. Nikt nie był w stanie go pokonać i nasz bohater stał się absolutnym zwycięzcą turnieju.

Zaraz potem przyszedł do mistrza i nie mogąc uwierzyć w swoje zwycięstwo, zapytał, jak to na Boga możliwe, że on, kaleka, umiejący tylko jeden jedyny chwyt, pokonał tych wszystkich doświadczonych zawodników?

Mistrz odpowiedział:

- Po pierwsze, to bardzo piękny chwyt. A po drugie, jedyna obrona przed nim, to chwycić partnera za prawą rękę.

(usłyszane w radiu Vltava, spodobało mi się, więc zamieszczam:)

18:54, la_polaquita , anegdotki
Link Komentarze (1) »
O autorze
AlternaTickers - Cool, free Web tickers