O podróżach dalekich i bliskich
poniedziałek, 03 listopada 2008
Stonehenge

Stonehenge

Tajemnicze Stonehenge. Czy zostało zbudowane przez rasę tytanów, jak fantazjuje Anne Rice? Stoimy w tłumku i oglądamy słynne kamienie z daleka, odgrodzeni drucianym płotkiem. Wieje nieprzyjemny wiatr. Aparaty pstrykają. Czarne kruki krążą nad kamiennym kręgiem. Głos aktora z małęgo czarnego pudełka opowiada jak na lekcji historii. Już nie słucham. Nie pamiętam nic z tego, co mówi. Wiatr unosi mi mój dżinsowy kapelusik i goniąc za nim przeskakuję niski płotek. Przez chwilę jestem bliżej, troszeczkę bliżej, niż inni turyści.

Bliżej kamieni, ale wcale nie bliżej tajemnicy.

za płotkiem

11:08, la_polaquita , england
Link Komentarze (8) »
piątek, 17 października 2008
Canterbury

Dalej staramy się zwiedzać Anglię, w miarę czasu i możliwości. W końcu nie wiadomo, jak długo jeszcze tu zostaniemy...

W zeszły weekend zawitaliśmy wreszcie do słynnego Canterbury. Bardzo przyjemne miasteczko, którego głowna ulica to deptak tak pełny zachęcających sklepów i sklepików, że o mały włos byśmy nie dotarli do głównej atrakcji - czyli katedry:). Nie będę tu powtarzać informacji z przewodników, ale dla tych niewielu, co mogą nie wiedzieć, Canterbury było najważniejszym ośrodkiem pielgrzymkowym w całej średniowiecznej Brytanii. A to od kiedy został tam zamordowany (w 1170r.), a następnie w ekspresowym tempie kanonizowany arcybiskup Thomas Beckett. Za tym politycznym morderstwem, którego dokonano w samej katedrze (dziś to miejsce oznaczone jest wiecznie płonącą świecą) stał ponoć sam król Henryk II. Historia trochę jak z naszym Bolesławem Śmiałym i biskupem Stanisławem, kiedy polityczne rozgrywki kończą się rozlewem krwi, co następnie Kościół wykorzystuje, że tak się świecko wyrażę, w celach "marketingowych". Jak by to nie brać, przez Canterbury przewinęły się przez ostatnie 1000 lat miliony pielgrzymów (a ostatnio turystów). Tych średniowiecznych opisał jeden z pierwszych pisarzy języka angielskiego Geoffrey Chaucer w słynnych Canterbury Tales. Niestety nigdy ich nie czytałam, widziałam chyba tylko kiedys inscenizację teatru telewizji. Po tej wizycie w tym urokliwym miasteczku nabrałam na tę klasyczną pozycję wielkiej ochoty...

katedra

Potężna, sprawiające niemałe wrażenie katedra

sufit na skrzyżowaniu naw

Sufit na skrzyżowaniu naw

my przed katedrą

I my, łapiące chłodne promienie jesiennego słońca na trawniku przed katedrą :) 

Whitstable

Kiedy wyjeżdżaliśmy już z Canterbury, przypadkiem skręciliśmy źle na którymś rondzie i ani się obejrzeliśmy, jak zamiast na autostradzie do Londynu znaleźliśmy się nad morzem. A konkretnie w przemiłej miejscowości Whitstable, która słynie z wspaniałych ostryg. Niestety byliśmy już najedzeni, więc nie było sensu wybierać się do restauracji. Miasteczko znane jest też z widocznych na powyższym zdjęciu kolorowych domków plażowych. Są tak malutkie, że zastanawialiśmy się, czy w ogóle przeznaczone są do letniego mieszkania, czy może tylko do przebierania się? W przewodniku pisano też o tzw. The street - pasie piaszczystego lądu głęboko wrzynającego się w morze i znikającego w czasie przypływu. Oczywiście przespacerowaliśmy się po nim. Wierzycie, że nigdy nie byłam na Helu? Ale wyobrażam sobie, że to był chyba taki miniaturowy Hel. 

14:25, la_polaquita , england
Link Komentarze (5) »
wtorek, 16 września 2008
Kilka impresji z Londynu

londyn

Pojedynek na spojrzenia. Whitehall. 

londyn

Trafalgar Square. Coż to była za demonstracja? Pojęcia nie mam, ale flagami nieźle machali. 

londyn trafalgar square

I człowiek nie wie, do muzeum wchodzić, czy na ulicy pod nogi patrzeć... Sztuka dla pensa lub dwóch.

londyn

Czyżby zmęczenie muzealne?? Przed National Gallery. 

 londyn

Ona foci, ja focę... 

londyn

Zbliżamy się do Tower Bridge. 

londyn ja

Autoportret na zakręcie. 

londyn

Most zwodzony w dół, ludzie w ruch. 

londyn

Za 2 funty leżak wynajmę! Różne wzory i kolory! 

17:59, la_polaquita , england
Link Komentarze (13) »
niedziela, 31 sierpnia 2008
Białe klify w Dover

Kocham morze. Nawet to angielskie, zimne. White Cliffs of Dover zrobiły na naszych gościach z Czech i na nas samych ogromne wrażenie. Mokre białe skały, ukośne światło, wicher, czarno-bazaltowa plaża, szalone fale, opryskany wodą Chiquito. Zresztą co będę opisywać, zobaczcie sami.

dover

dover

dover

Dover

dover

dover

Pani fotografuje się na plaży. 

dover

Pocałunek nad przepaścią:). Ale nie martwcie się, miała dwa metry nie więcej;)

dover

nasi przyjaciele

Nasi przyjaciele :)

my Dover

Zasłużony odpoczynek po długiej wędrówce po skalnych schodach.

krolik

Króliczek. Pierwszy, jakiego udało mi się sfotografować. A jest ich w Anglii tyle! Są jednak strasznie płochliwe i trzeba pstrykać z dużej odległości. Ja chcę lepszy obiektyw, buu...

12:35, la_polaquita , england
Link Komentarze (12) »
wtorek, 05 sierpnia 2008
Camden Town

Londyn już chyba zawsze będzie kojarzyć mi się z zaglądaniem w głąb siebie samej.

A także z feerią barw i najbardziej odlotowymi klimatami, jakie można sobie wyobrazić! Po zwiedzaniu napuszonych budowli królewskiego Whitehall albo gorączkowego, rozbieganego City, okolice takie jak multikulturalne, a jednocześnie strasznie swojskie Bloomsbury (które pokazała mi Chihiro, a przedtem wspaniale opisała tu:)), albo luzacki, punkerski Camden Town, są jak łyk świeżego powietrza. Londyn jest właśnie w tym wspaniały - dla każdego znajdzie się coś miłego. Nie na darmo Samuel Johnson już dawno temu wypowiedział swoje słynne zdanie: "Who is tired of London, is tired of life".

Dziś, z braku natchnienia na bardziej "pisaną" notkę wklejam zdjęcia totalnie odlecianych i inspirujących fasad domów i sklepów w Camden Town.

Znam w Polsce kilka osób, którym by klimacik w Camden bardzo podszedł! I im dedykuję ten wpis;)

camedn town

camden town

camden town

camden town

camden town

camden town

camden town

camden town

camden town

pancury v Camden Town

Rasowe pancury wygrzewają się w słoneczku... Total luzik :) Taki właśnie jest Camden.

camden town

Nigdy nie zapomnę naszej pierwszej wizyty w Camden - trzy lata temu, pewnego bardzo wietrznego i zimnego marcowego dnia. Zabrała nas tam do pubu siostra naszej gospodyni (niesamowitej osoby zresztą, jeszcze o niej napiszę). Już po pierwszym piwie ludzie zaczęli nam mówić, że czują się jakby nas znali od lat! Szkoda, że musieliśmy uciekać, wykończeni po całodziennym intensywnym zwiedzaniu. Jednak Camden i tak zostanie dla mnie zawsze wyjątkowym miejscem. Takim bardzo innym Londynem, który nas zaskoczył i serdecznie przyjął, jak swoich. Dlatego teraz musiałam tam wrócić.

23:59, la_polaquita , england
Link Komentarze (11) »
piątek, 01 sierpnia 2008
Na płotach, murkach i... sfinksach Londynu

Odkryty niedawno przeze mnie świetny fotoblog Strzał z biodra (na którym udziela się, m.in. Pajęczaki:)) zainspirował mnie do tego foto-wpisu. Oto moje własne "strzały z biodra" z Londynu:

na płotku

nad Tamizą

na sfiksie

To na razie nędzne początki, ale może uda mi się kontynuwać cykl... i ustrzelić coś fajnego:)

21:43, la_polaquita , england
Link Komentarze (11) »
wtorek, 29 lipca 2008
Na plaży w Aldeburgh

W ostatnią niedzielę poczułam się szczęśliwa. Już dawno tak się nie zrelaksowałam, bo ostatnio chodzę cały czas spięta i znerwicowana, choć żadnego realnego po temu powodu nie ma. Jednak ta niedziela była wyjątkowym dniem, dlatego pomyślałam, że wstawię foty inne niż zazwyczaj, bo z naszymi gąbkami w rolach głównych:).

Był piękny gorący dzień, a po drodze do Aldeburgh zatrzymaliśmy się na farmie, żeby na obiad zarobić. ;0 Co jest żartem oczywiście, bo po prostu można było samemu sobie narwać truskwek i malin, a potem dać je zważyć i zapłacić. Przed wejściem do tuneli był napis "Nie wykorzystujcie sytuacji, bo będziemy musieli was zważyć!" Ja oczywiście sytuację wykorzystałam ile wlezie (jak prawdziwa Polka - komentarz Chiquita) i dopiero myśl, że wcinam nieopłukane, a Bóg jeden wie jakim świństwem to spryskali, powstrzymała mnie przed narażeniem się na ważenie:).

na truskawkach

na truskawkach

Morze było zimne i pełne meduz, ale ja i tak pływałam, i tylko ten tchórz Chiquito tak bał się "jelly fish", że zanurzył tylko kolana. Na kamienistej plaży tak bolały stopy, że aż dostałam skurczy. Tak sobie myślę, że ja nigdy nie pływałam w ciepłym morzu. Nigdy nie byłam w Grecji ani Chorwacji, ani w żadnym resorcie-kurorcie, do których tak tłumnie ludzie jeżdżą w lecie... Ja nawet nigdy w życiu nie korzystałam z usług biur podróży! Chyba się starzeję, skoro zaczynam marzyć o takim pobycie i nicnierobieniu na plaży. Ale jak znam siebie to jeszcze długo będę wybierać plecak i lonely planet przed all inclusive. Choć czasami chciałoby się tak poleniuchować i moczyć pupę w ciepłym morzu cały dzień:). A w Aldeburgh dopiero wstrętna meduza, która oparzyła mi udo (a nie mówiłem, że są groźne, a nie mówiłem! - cieszył się Chiquito) wydostała mnie na brzeg.

Po kąpieli był długi spacer, udokumentowany poniżej:

Plaża w Aldeburgh

na plaży W Aldeburgh

na plaży

Aldeburgh

Aldeburgh to przeurocze miasteczko położone niemal na plaży. Zwiedziliśmy tam małe muzeum, gdzie dowiedzieliśmy się, że kiedyś odległość była dużo większa. Morze wżera się w ląd rok po roku i być może za kilkadziesiąt lub kilkaset lat całe to miejsce zniknie pod falami. Taki los spotkał już w początkach XXw. pobliską wioskę, Slaughden.

Wspaniałą rzeczą w Aldeburgh są stragany tuż przy plaży, gdzie można kupić świeże, dopiero co złowione ryby. My niestety nic nie kupiliśmy, bo zostawaliśmy do wieczora, a zamknąć taki zakup w rozpalonym samochodzie nie jest zbyt dobrym pomysłem. Po południu natomiast stragany były już zamknięte.

Przed wieżą w Aldeburgh

A tu my dwoje razem, przed tzw. wieżą Martello, które Anglicy budowali masowo na wybrzeżu dla obrony przed Napoleonem. Ta jest podobno jedyna, która ma kształt jakby czterech połączonych półokręgów (nie wiem, jak się taka figura geometryczna nazywa). Pozostałe są najczęściej okrągłe lub owalne.

mewa

Nie miałam pojęcia, że istnieje aż tyle gatunków mew! To jedna z nich, największa i najładniejsza, bo z kolorowym dziobem.

oblizywanie po homarze

I wreszcie ukoronowanie dnia - kolacja. Po długiej walce wewnętrznej, czy stać w straszliwej kolejce przed obleganymi smażalniami z fish and chips postanowiliśmy wybrać droższą, ale za to przyjemniejszą opcję jedzenia w miejscowej restauracji. Dopiero po zamówieniu zauważyliśmy, że knajpka ma aż dwie gwiazdki przewodnika Michelin, co podobno wielki kulinarny prestiż jest! Muszę przyznać, że warto było. Ja zamówiłam homara i okazał się przepyszny (tylko mało tego mięska w nim!), palce lizać. Chiquito też się oblizywał po jednej miejscowej rybie, której nazwy nie pomnę. Dawno sobie tak nie posmakowaliśmy!

Ale przede wszystkim wróciło to spokojne szczęście, ta chemia między nami, która jakoś ostatnimi czasy nam unika przez palce...roztapia się w codzienności, moich depresjach i jego pragmatyzmie. Było trzymanie się za ręce i wspólny śmiech. Słońce i chłodny wiatr od morza, i kamienie kłujące pod cienkimi podeszwami sandałków. Wszystko bardzo realne, bardzo nasze.

14:44, la_polaquita , england
Link Komentarze (11) »
czwartek, 26 czerwca 2008
Londyńskie mosty

Piękna pogoda ostatnio na naszej chłodnej Wyspie, więc uganiałam się trochę po Londynie z aparatem w ręku. Przeszłam się wzdłuż wybrzeża Tamizy od City w stronę Wesminsteru, pstrykając po drodze malownicze londyńskie mosty. Prezentowane tutaj to tylko niewielki procent wszystkich mostów w Londynie. Jest ich tu od groma i trochę, nawet nie mam odwagi policzyć ile! Są wspaniałe, zazwyczaj bardzo tłoczne i ruchliwe, jak całe centrum zresztą. Ciągle mi imponuje to miasto swym ogromem i żywotnością. Włóczę się więc pełna zachwytu "miejscowego" turysty.

Tower Bridge

Tower Bridge - chyba najcżęściej fotografowany most w Londynie

Tower Bridge nocą

Tower Bridge nocą - zdjęcie pochodzi z innej sesji, ale nie mogłam się oprzeć i wstawiam. Ten most wygląda wspaniale po ciemku!

London Bridge

London Bridge - następny w kolejce

duchy na London Bridge

Duchy na London Bridge :)

Cannon street railway bridge

Cannon street railway bridge - most kolejowy

Southwark Bridge

Southwark Bridge

Millenium Bridge

Most dla pieszych - malowniczy Millennium Bridge. Prowadzi prosto do rewelacyjnej galerii Tate Modern

Blackfriars Bridge

Przedziwne słupy pomiędzy dwoma mostami Blackfriars - kolejowym z lewej i normalnym z prawej

Blackfriars

Blackfriars Bridge - ten dla samochodów i pieszych

Waterloo Bridge

Waterloo Bridge

Hungerford Bridge

Hungerford Bridge

London Eye

Trochę niemostowo - ale zdjęcie London Eye to obowiązek każdego prawdziwego turysty!

Westminster Bridge

Ostatni most na moim szlaku - Westminster Bridge. Tuż przy nim znajdują się najsłynniejsze zabytki, z którymi jest kojarzony Londyn: Big Ben i Westminster Abbey.

Hammersmith Bridge

I jeszcze bonus - Hammersmith Bridge. Zupełnie w innej części Londynu, sfotografowany (podobnie jak nocny Tower) podczas zimnych marcowych dni trzy lata temu, kiedy to po raz wpierwszy wpadliśmy do tego miasta. Hammersmith Bridge ujął nas swoim spokojem i malowniczością. Londyn jak widać to nie tylko oszałamiające centrum, ale także takie spokojne i urocze zakątki. Większość z nich czeka dopiero aż je odkryję...

01:50, la_polaquita , england
Link Komentarze (11) »
środa, 18 czerwca 2008
Londyńskie City

Przedwczorajsze spotkanie z Czarownikiem dało mi wreszcie okazję, by odżałować 10 funtów na pociąg i ruszyć tyłek do Londynu. Zajrzałam do ciekawego, lecz z wielkiej części zamkniętego Museum of London oraz gigantycznego, betonowego i dość dziwacznego kompleksu mieszkalno-kulturalnego zwanego Barbican. No i przespacerowałam się po niezwykle ruchliwym City, któremu dominuje widoczne poniżej słynne londyńskie „jajo”. City wydało mi się dość kontrastowe – ze szklanostalowymi wysokościowcami, z których w porze lunchu wysypywały się setki „kostiumków” i „krawaciarzy”, sąsiadują mniejsze uliczki, zapełnione knajpkami Tandoori i sklepami pełnymi egzotycznych materiałów i biżuterii. Pakistańczycy czy Hindusi wystawiają towar bezpośrednio na ulicy, bluzki za 4 funty, szale za 3, dwa za 5! Very nice, darling, very nice, very cheap! Chusty z dzwoniącymi pieniążkami do tańców brzucha, przyprawy i kadzidełka, bransoletki, a w rogu wspaniałe truskawki i pomarańcze sprzedawane przez białą staruszkę.

Przedsmak Londynu. W moim miasteczku jest strasznie swojsko, spokojniutko, bezpiecznie, nudnawo. Londyn oszołomił mnie swoim ogromem i ruchliwością. Chodziłam jak lekko pijana, zderzając się z ludźmi niosącymi coffee-to-go, uciekałam przed ofertami od straganu do straganu i uśmiechałam się, kiedy brakowało słów, a brakowało często. Zagubiona, wtopiona w tłum. Dziwne uczucie.

City

23:29, la_polaquita , england
Link Komentarze (8) »
O autorze
AlternaTickers - Cool, free Web tickers